niedziela, 1 listopada 2015

ZAWIESZAM !

Przepraszam bardzo ! Zawieszam na czas bliżej nieokreślony. Może będzie to miesiąc, może dwa, a moze dłużej, ale jestem zmuszona zawiesić bloga !
Postaram się wrzucić jakiś rozdział w trakcie sezonu zimowego, ale nic nie obiecuje !  (Oczywiście wszystkie moje blogi zostaną zawieszone)
Postaram się nie opuszczać waszych blogów, gdzie ostatnio nie dodaję żadnego komentarza, ani nic.

PROSZĘ NIE OPISZCZAJCIE MNIE ! JA WRÓCĘ !
JESZCZE RAZ, PRZEPRASZAM !

Ps. Przepraszam cię GabiK najmocniej. Ty chciałaś pomóc, dalej pisać, ale ja już nie dam rady. Lepiej zawiesić niż robić złudne nadzieję :)

środa, 5 sierpnia 2015

5."Wybór należy do ciebie."





Powiedziałam to... Nie wierzę... Wreszcie się do tego przyznałam ! Przecież ja się z tym ukrywać wiecznie nie będę. Musiałam wreszcie to komuś powiedzieć, a tu akurat padło na Valerie. Ona na pewno bedzie mnie wspierać.
- O nie kochana ! Ty mylisz uczucia. Miłość nie istnieje ! Zrozum ! - zaczęła na mnie krzyczeć.
- Miłość istnieje ! To, że ty jej nie czujesz, wcale nie oznacza, że ja jej mogę nie czuć !
Wściekła chwyciłam za moją bluzę i torebkę, i gdy juz miałam zamiar otworzyć drzwi, poczułam jej silny uścisk na moim ramieniu.
- Jeśli myślisz, że ojciec sie nie dowie o twojej "miłości", to się grubo mylisz ! - powiedziała to z taką wściekłością, że zaczynałam się bać - I uważaj na tego twojego chłoptasia, bo może mu się stać krzywda.
Szarpnęłam za ramię i wybiegłam z mieszkania.
Szłam samotnie niemieckimi uliczkami, cały czas zastanawiając się nad jej słowami. "uważaj na tego twojego chłoptasia, bo może mu się stać krzywda."
Ja myślałam, że ona jest dobrą siostrą, że jej na mnie zależy. Na mnie i na moim szczęściu. A tu takie (nie) miłe zaskoczenie !
Andi... Zanim spostrzegłam po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. A jeżeli on mu coś zrobi ? Ja na to nie mogę pozwolić. Niestety, nie wiem czego mogę się spodziewać po Lukasie. Boję się. Cholernie się boję.
Szybko przetarłam łzy. Trzeba teraz myśleć pozytywnie. Muszę powiedzieć Andiemu, że go kocham. Że tak cholernie boje się, że coś mu się stanie.
Oby się jeszcze nie rozmyślił.
Wyciągnęłam pospiesznie telefon z kieszeni i wybrałam jego numer.
Odebrał dopiero po szóstym sygnale, gdy już zaczęłam się rozmyślać, czy aby na pewno dobrze robie ?
- Halo ? - zapytał od niechcenia.
- Andreas... Musimy pogadać...To nie rozmowa na telefon. Spotkajmy się gdzieś. - powiedziałam pospiesznie, zanim się rozmyśliłam.

Kawiarnia na obrzeżach miasta - 20:32

Siedzę właśnie na wygodnym krześle w małej kawiarni, czekając na Andreasa, który powinien tu już być dobre pół godziny temu. A jeżeli się rozmyślił ? Albo może miał wypadek ?
Moje rozmyślania przerywa duża dłoń, ktora na chwilę obecną przebywa na mojej dłoni. Zaraz po tym czuję na niej ciepłe wargi jej właściciela.
Spoglądam nieśmiało w stronę blondyna zarazem zatapiając się w jego lśniących, błękitnych oczach.
-Przepraszam, nie mogłem być wcześniej, bo... Ehhh... Nieważne. O czym chciałaś porozmawiać? - Pyta zaciekawiony.
- Bo... No bo ja... -Taka cwana. Postawiła się siostrze i powiedziałam jej, że go kocham, a przed nim się nie potrafię przyznać? Ciekawe...
- Co ty?  O co chodzi?
- No bo ja chciałbym Ci powiedzieć, że Cię Kocham - mówiąc to odwróciłam wzrok w inną stronę, następnie chowając twarz w dłoniach - Wygłipiłam się, przepraszam... - I chciałam wyjść, ale on mnie złapał za dłoń.
-Dlaczego miałabyś się wygłupić ? Ja też cię kocham i nie chcę tego zmarnować.Cieszę się, że mi to powiedziałaś, bo wiedzieć to, że osoba, którą się kocha, odwzajemnia twoje uczucia, jest najważniejsze. - Ujął moją twarz w swe dłonie i delikatnie musnął moje usta swoimi ciepłymi wargami.
- Ale Andi... Obawiam się o twoje życie... - spojrzałam w jego błękitne oczy.
-Moje życie ? - spytał zaskoczony
- Valentina chce powiedzieć ojcu, że cię kocham. On jest nieprzewidywalny i boję się, że zrobi ci krzywdę. - Spiął się.
- Nie bój się, damy sobię radę. - posłał mi pokrzepiający uśmiech.
- Ja się nie boję. Ja jestem przerażona, bo on chcę żebym wyszła za Lukasa - Bardzo chciałąm teraz krzyknąć, lecz na tyle szybko przypomniałam sobię, że jestem w miejscu publicznym.
- Zaufaj mi. Nic się nie stanie. Nigdy ci nie pozwolę za niego wyjść.

Trzy miesiące póżniej... (3 Październik)

Wychodziłam właśnie z mieszkania Amber, kierując się ku mieszkaniu Andreasa. Dwa miesiące temu uznałam, że nie powinnam mieszkać z Andreasem, choć bardzo nalegał. To było dla mnie za dużo wrażeń jak na ten czas.
Ostatnio przesiaduje u niego jego przyjaciółka z młodych lat. Mam wrażenie, że ona mnie nie lubi, ale nie znam powodu... Może była zazdrosna o to.
Ilekroć próbowałam z nią rozmawiać, to zawsze mnie spławiała lub była dla mnie niemiła. No chyba, że w pobliżu był Andreas, wtedy była dla mnie serdecznie miła i byłam dla niej najlepszą dziewczyną na jaką zasługiwał jej brat...
Nim się obejrzałam, a stałam już pod drzwiami jego domu. Zadzwoniłam dzwonkiem, a przed oczami ukazał mi się nikt inny jak Lina .
- A, to ty... - przewróciła oczami.
Uchyliła nieco drzwi, żebym weszła. Wellinger siedział w salonie oglądając jakiś film.
- Lina, kto przyszedł ? - Spytał odwracając się.
Gdy mnie zobaczył, wstał i potszedł, aby dać mi całusa.
- Moja księżniczka - Uśmiechnął się ciepło. Aż zapomniałam o jego wrednej siostrze ! - Mogłabyś zrobić Lerie herbatę ? - Zwrócił się do blondynki.
- Jasne - uśmiechnęła się fałszywie. Chodzący ideał normalnie !
Siedzieliśmy na kanapie, oparta o jego ramię,  aż zjawiła się ona.
Z kubkiem gorącej herbaty, szładnie właśnie w naszą stronę. O kurde!  Ja już wiem co się tu szykuje ! Pospiesznie wstałam z kanapy i usiadłam na fotelu nieco dalej Andreasa. Spojrzał się znacząco. 
Gdy dziewczyna była tuż przy mnie i miała zamiar wylać na mnie herbatę. Uciekłam z fotela, na wypadek czego kubek upadł na ziemię, a na moje nogi prysnęły pojedyncze krople wrzątku. 
Spojrzałam przerażona na Andreasa, a następnie pobiegłam do łazienki. 
Schłodziłam oparzone rany i na nikogo nie patrząc skierowałam się do wyjścia. 
- Lerie skarbie, zostań. - Podszedł i mnie przytulił. 
- Andreas... póki ona tu będzie, ja.się tu nie pojawię. - Powiedziałam mu prosto w oczy - Ona próbuje mnie przestraszyć  aby być blisko ciebie. - Znów chwila mojego zawahania - Wybieraj. Albo ja, albo Lina. Wybór należy do ciebie. - I wyszłam zostawiając go w osłupieniu.





Przepraszam, że tak dawno nie było rozdziałów. Nie mogłam się po prostu do tego zebrac, bo wakacje, czyli przeróżne wyjazdyi brak czasu. Mam nadzieję że się nie gniewacie.
Mam nadzieję, że z następnym się uwinę wcześniej. 
Pozdrawiam :
~Love Forever
~Gabi K
Ps. W najbliższym terminie (czwartek-Piątek) możecie się spodziewać pierwszego rozdziału o Maćku i Sophie ! 

piątek, 19 czerwca 2015

4. "Powinnaś wyjść za Lukasa."



Są ta­cy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. Kocha­li, za­wied­li się i nie chcą już ni­kogo kochać, ni­komu służyć, ni­komu po­magać. Ta­ka sa­mot­ność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od sa­mego życia. Za­myka się w sobie. 
                                            JAN TWARDOWSKI





                                  Valerie




Jego delikatne, malinowe usta, powoli się ode mnie odrywały. Co on robi ? Ja chciałam tylko przyjaciela ! Nie chcę się do niego zbliżać... Nie w tym momencie...
Ja Jeszce pamiętam, mam to w głowie. Te wszystkie krzywdy. Te wszystkie cierpienia. Tego już nie mogłem znieść.

- Andi... - spojrzałam w głąb jego błękitnych oczu. - Przepraszam, ja nie mogę... 

- Lerie... Nie przepraszaj. - Uśmiechnął się do mnie szeroko.- Chciałbym rozpocząć nowy rozdział w życiu. Nowy rozdział z tobą w roli głównej. 

- Przepraszam... Ja nie mogę. To dla mnie za wcześnie. - w tej chwili głos mi się załamał.

Nie boję się jego, ja się boję związku z nim. Boję się, że przez niego, tak jak przez szanownego Pana Schlierenzauera, będę musiała przeżywać te same, bolesne chwile, a tego nie chcę. Nie chcę być wykorzystywana dla zysku. 
Nie chcę cierpieć tak bardzo.
W głębi serca, czuję, że w dziewiedziesięciu dziewięciu procentach on jest inny i nigdy mi tego nie zrobi, ale... Czy ja zawsze muszę mieć jakieś "ale" ?! Zawsze przez to "ale" muszę cierpieć.

- A może zostali byśmy przyjaciółmi ? - spytał po kilku minutach ciszy.

- Przyjaciółmi możemy zostać zawsze. - powiedziałam, po czym wtuliłam się w jego tors.

Czuję się jakby dzięki tej przyjaźni dawał mi drugą szansę. Bo pierwszą zmarnowałam odrzucając chwilowo jego miłość. A czy ja go kocham ? Sama nie wiem. Nie wiem co sama już czuję. Pogubiłam się we własnych uczuciach.

- Andi... Ja już muszę iść. Chciałabym odwiedzić po drodze siostrę. - powiedziałam oddalając się od skoczka na znaczną odległość.

- Dobrze, idź - powiedział i pocałował mnie w policzek. 

Na pewno pojawił się na nic ciemny rumieniec. Zawstydzona wyszłam z domu przyjaciela. Następny przystanek - mieszkanie Valentiny.





                                  Andreas

To dla niej za szybko ? Nie jest na to gotowa ? Może nie jest pewna moich uczuć ? 
Za szybko z tym wystartowałem... 

Z zamyśleń wyrywa mnie dzwonek mojego telefonu. Natrętna melodia rozbrzmiewa w kieszeni moich spodni.
Wyjmuję telefon z kieszeni, a moim oczom ukazuje się napis "Mama". Jeszcze tylko mi jej do szczęścia brakuje... 
Przewracam teatralnie oczami i naciskam na zieloną słuchawkę.

- Tak ? - mówię z niechęcią.

- Andreas ? Dlaczego nie dzwonisz ? Martwię się o ciebie, a ty nie dajesz żadnych oznak życia ! - zaczęła.

Dlaczego zawsze tak jest ? Ona zawsze tak musi ? Ja rozumiem, że jestem jej jedynym synem, że mnie kocha, że się troszczy, ale przecież ja mam już prawie dwadzieścia lat ! Ja chcę żyć, chcę być wolny, chcę zasmakować życia, chcę poznać życiowe błędy i wreszcie je popełnić. To tak dużo ? 

- Mamo, proszę cię... Wszystko jest w porządku. Mogłabyś dać mi żyć ? - powiedziałem na jednym wydechu.

- Przecież żyjesz. O co ci chodzi ? Dlaczego nie chcesz być ze mną blisko ? 

Bo się we wszystko mieszasz, jesteś strasznie upierdliwa, nie dajesz mi podejmować własnych decyzji, traktujesz mnie jak dziecko, chcesz wiedzieć wszystko, bez najmniejszego wyjątku... Mam mówić dalej ?

- Chciałbym żyć na własną odpowiedzialność. 

-Czuję, że czegoś mi nie chcesz powiedzieć. Mój macierzyński instynkt się właśnie odezwał. Andi... Ty masz jakąś dziewczynę o której ja nic nie wiem ? 

Nic nie mówię, jedynie wzdycham. Dlaczego cię to nagle zainteresowało ? Nigdy się tak mną nie interesowała. Zawsze wolała interesować się problemami moich sióstr, a teraz ? Co jest ? 

- Tak myślałam... Ty mi nie ufasz. Nie ufasz własnej marce. Nawet nie chcesz spędzać ze mną czasu, bo podczas ostatniego obiadu rodzinnego, gdy dziewczyny wyszły z domu, a ojciec gdzieś polazł, ty nawet nie chciałeś ze mną porozmawiać jak matka z synem. Ja wiem, że jesteś już pełnoletni, ale ty mnie unikasz, a tak nie powinno być. Dlaczego ty mi to robisz ? 

Sam nie wiem... Ja chcę być niezależny, a to może mnie kiedyś zgubić... 

- Dobrze... Możemy się spotkać, pogadać...

- O wszystkim ? - Wcina mi się w zdanie.

- O większości. A teraz kończę. Będę u ciebie za piętnaście minut - Nie chciałem dalej ciągnąć tej rozmowy, więc się rozłączyłem.


  *W rodzinnym domu Andreasa*

Wchodzę właśnie do środka domu. Przy stole w kuchni siedzi moja matka gapiąca się w okno, a obok niej ojciec, który przegląda dzisiejszą gazetę.
Cicho westchnąłem i delikatnie zapukałem we framugę. Oboje spojrzeli na mnie, ale każdy z innym uczuciem.
Rodzicielka była zła i zaciekawiona, a ojciec patrzył na mnie ze współczuciem. Więc matka już mu coś naopowiadała...

- O ! Andreas, już jesteś. - powiedziała z udawaną radością. - Może jakieś ciasto, kawa albo cukiereczek ? 

- Dobra, przejdźmy do konkretów. O co chciałaś mnie wypytać ? - powiedziałem lekceważąc wszystko inne.

Ojciec wstał i miał zamiar wyjść, ale na chwilę stanął przy mnie i poklepał mnie po ramieniu. Więc zaczyna się ciężka rozmowa...

- Kim jest ta brunetka, z którą ostatnio szedłeś przez miasto ? Widziałam was i się nie próbuj wykręcać ! - walnęła prosto z mostu.

- Ehhh... To jest Valerie. - powiedziałem cicho. 

- Twoja dziewczyna - próbowała się upewnić

- Nie. Valerie to moja bliska przyjaciółka.

- Ja ci chcę jedynie oświadczyć, że ja w żadną damsko-męską przyjaźń nie wierzę. Mój matczyny instynkt mi podpowiada, że mnie oszukujesz. Przecież ta dziewczyna jest śliczna, ty niby nic do niej nie czujesz ? Mnie nie oszukasz. Ja wiem, że coś jest na rzeczy !

- Ty i ten twój pieprzony matczyny instynkt ! Może niech lepiej się nie odzywa ! Jeśli chcesz ze mną rozmawiać, to może niech to będą jakieś spokojne i fajne tematy, a nie to ci ty wyprawiasz ! - mój ton głosu znacznie się uniósł. - Nawet jeśli byłoby coś na rzeczy, to nie jest twoja sprawa ! To moje życie !

- Ja chcę cię tylko uświadomić, że jeżeli ona zajdzie w ciążę, to nie licz na moją pomoc. Masz się zabezpieczać ! 

- O tym to ty mi nie musisz pieprzyć, bo ja jestem pełnoletni i wiem co robię ! - wstałem i krzyknąłem jej to prosto w twarz.

Szybkim krokiem ruszyłem w stronę wyjścia. Zatrzasnąłem mocno drzwi. Może to nie było posunięcie kogoś dorosłego, ale ja już nie wytrzymałem. Nie mogłem już słuchać jej "pouczeń".



                                 Valerie

                       
*W tym samym czasie w domu Valentiny*

- Tili, pomóż... - powiedziałam bezradna, opierając łokcie o kolana i chowając twarz w dłoniach. Zapadła cisza.

- Wiesz... Moim zdaniem jest jedno wyjście. - wreszcie się odezwała.

Spojrzałam na nią z nadzieją. Może ktoś wreszcie pomoże mi wyjść z tej sytuacji. Uratuje bezradną dziewczynkę.Ale na szczęście, że mam kogoś takiego jak Valentina, Marinus i oczywiście Andreas. Ehhh... Andi...

- Powinnaś wyjść za Lukasa. Dla twojego dobra. - powiedziała pewnie.

Ja dobrze słyszę ? Własna siostra chcę mnie skazać na zgubę ? Ona żartuje ? Nie, no przecież ona jest cholernie poważna... 

- Ty słyszysz sama sobie ?! - mój ton głosu znacznie wzrósł.

- To dla ciebie najlepsze wyjście. Rozumiesz?! - Ona chcę mi rozkazywać ? Po moim trupie ! 

- Ale ja kocham Andiego ! 


___________~*~___________


Na wstępie przepraszam ! 
Bardzo, bardzo, bardzo przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam. Byłam w tzw. Dołku. Nie potrafiłam nic napisać, nie potrafiłam wymyślić czegoś sensownego.
Ale cóż, wyszło jak wyszło. Nie będę się wam nad sobą użalać.
Rozdział chyba nie najgorszy, ale rewelacji też nie ma. 
Więc, jeżeli nie dodawałam nic tu, to nie dodawałam komentarzy też wam. Mam nadzieję, że dziś już pojawię się u każdego kto mnie ostatnio zapraszał na swojego bloga w spamie i postaram się zostawić po siebie ślad :)


                                           Pozdrawiam :  
                                                 ~Love Forever
                                                 ~Gabi K.

piątek, 22 maja 2015

3. " Dokąd to śliczna ? "


"Nig­dy nie dos­trze­gamy skarbów, które ma­my tuż przed oczy­ma. Dzieje się tak dla­tego - bo ludzie nie wierzą w skarby. "




Właśnie wychodzę z budynku szkoły, ostatni raz w tym roku szkolnym. Przez ten czas nieco zbliżyłam się do Wellingera. Nie jestem już dla niego taka oschła, ani nie trzymam tak wielkiego dystansu. Zauważyłam w nim tą dobroć, zmartwienie, to wszystko czego do tej pory nie zauważałam.
Właśnie idę z moimi przyjaciółkami do kawiarni na lody. W pewnym momencie usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
- Kto dzwoni ? - spytała zaciekawiona Amber.
- Nieznany - odpowiedziałam.
- To odbierz, a nie będziesz się gapić w ten wyświetlacz - zauważyła Taylor.
- Halo ?
- Pani Valerie Mayer ? - odezwał się męski głos po drugiej stronie słuchawki.
- Tak - odpowiedziałam pospiesznie.
- Dzwonię w sprawie fotografa dla niemieckiej kadry skoczków narciarskich. Wspólnie, uznaliśmy że będzie pani najbardziej odpowiednią osobą do tej pracy. - serce zaczęło mi szybciej bić.
- Czyli chcę pan mi powiedzieć, że przyjmujecie mnie ? - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Tak. Dokładnie tak. Mogłaby pani przyjechać dzisiaj około godziny trzynastej do głównej siedziby naszego związku ? Omówilibyśmy jak wyglądałaby pani praca i zapoznali byśmy panią z naszymi skoczkami, bo akurat w tym momencie mają trening na hali sportowej. Mogłaby pani się zjawić ?
- Oczywiście ! - powiedziałam z wielkim entuzjazmem.
- To do zobaczenia ! - odezwał się ponownie, po czym zakończył naszą rozmowę.
- Dziewczyny, nie uwierzycie kto właśnie dzwonił ! - pisałem.
- Kto ? - spytała zaciekawiona Amber.
- Przyjęli mnie ! - krzyknęłam energicznie. Obie zaczęły się cieszyć ze mną. - Tylko, nie pójdę z wami do tej kawiarni... Muszę u nich być o trzynastej.
- Ale już jest jedenasta czterdzieści ! - powiedziały prawie równocześnie.
- To ja lecę, bo się spóźnię - pożegnałam się z przyjaciółkami po czym szybkim krokiem ruszyłam do domu.
Przebrałam się z białej koszuli i czarnej spódniczki, w zwiewną białą spódniczkę, sięgającą mi do połowy uda, miętową, także zwiewną bluzkę, szary, bardzo delikatny, zwiewny i kilka rozmiarów za duży sweterek rozpinany. Do tego szara torebka i miętowe trampki.
Nie musiałam się jakoś "wyjątkowo" stroić, e nie chciałam wyglądać najgorzej.
Właśnie schodzę w dół ze schodów, gdy w pewnym momencie czuję silny, męski uścisk na mojej ręce. Jest to Louis...
- Dokąd to śliczna ? - uśmiechnął się cwaniacko.
- Nie twoja sprawa ! - krzyknęłam i szybko wyszłam z domu.
- Nie denerwuj się tak bo zmarszczek dostaniesz - krzyknął na tyle głośno, że to usłyszałam.
Wchodzę właśnie do odpowiedniego budynku, kierując się do recepcji.
-Dzień dobry- powiedziała mi starsza pani siedząca za blatem.
- Dzień dobry. Ja przyszłam w sprawie fotografa dla skoczków narciarskich. - powiedziałam lekko się uśmiechając.
- Panna Valerie Mayer ? - spytała uważnie mi się przyglądając.
- Tak, to ja.
- A więc proszę za mną.
Wstała i wskazała ruchem ręki na długi, zielony korytarz. Zaprowadziła mnie do pomieszczenia o numerze 9.

Chwytam właśnie za metalową klamkę, która prowadzi do sali treningowej skoczków. Waham się, a jednak to robię. Wchodzę na salę i widzę skoczków grających w siatkówkę.
Spoglądam na trybuny, gdzie dostrzegam trenera kadry, zastępcę i jeszcze jakiegoś gościa. Pewnie że sztabu...
Podchodzę bliżej, (oczywiście trenera) ale gdy mam zamiar udać się schodami do góry, czuję że grunt pod nogami się nagle zapada. Głową mnie boli i próbuję wstać, ale jakaś ciężka przeszkoda mi to uniemożliwia.
- Przepraszam... Lerie ? - spytał dobrze znany mi chłopak.
- Nie święty Mikołaj - uśmiechnęłam się niechętnie.
- Nic ci nie jest ? Ja naprawdę nie chciałem... - podniósł się szybko i podał mi rękę.
- Nic mi nie jest... Ale wiesz co Wellinger ? Jak na tak szczupłego skoczka, jesteś strasznie ciężki - zaśmiałam się cicho, a on udał obrażonego.
- Dobra, przestań mnie obrażać i powiedz co tu robisz ? - spytał i patrzył na mnie z zaciekawieniem.
- No wiesz... Mam romans z waszym trenerem i ...
- Nie kończ... - przeczesał swoje niemalże idealne włosy, następnie przyłożył sobie rękę do ust. - Jak długo to trwa ? - spytał najwyraźniej przerażony (?). Ja narnolmalniej zaczęłam się śmiać.
- Ale ty jesteś naiwny. Ja tu jestem żeby uzgodnić warunki pracy.
- Zostajesz naszym fotografem ? - uśmiechnął się pogodnie. Pokiwałam twierdząco głową, na co on mnie mocno przytulił.
- Ej Wellinger ! Nie romansuj tam tylko chodź tu grać ! - krzyknął jakiś chłopak z tyłu.
- Idę ! - krzyknął o poszedł, a ja wreszcie udałam się do trenera.
- To ty jesteś Valerie Mayer, nasz nowy fotograf ? - spytał uśmiechnięty .
- Tak. To ja - byłam trochę zestresowana, ale równie szczerze odwzajemniłam go.
                                  ~*~
Podchodzę właśnie z trenerem do tych dzikich małp, którymi nazywał ich trener i czuję nagłe zaniepokojenie. Co jeśli mnie nie polubią ? Nie będą chcieli ze mną pracować ? Może źle robię podejmując się tej pracy ? Achhh... wszystko okaże się w praniu... Werner ( bo umówiliśmy się że mówimy sobie na ty) klasnął w dłonie i jak na zawołanie wszyscy już byli obok nas. Ciekawe dlaczego małpy ? Przecież oni są tacy usłuchani i cisi.
- Chłopcy... To jest Valerie - wskazał ręką na mnie - i jest naszym nowym fotografem. - Uśmiechnęłam się do nich nieśmiało.
- Ja takich ślicznych fotografów chcę więcej ! - odezwał się Wank. Speszyłam się nieco, no nie byłam przyzwyczajona do takich komplementów. W tej chwili podszedł do mnie Mari i mocno mnie przytulił.
- Czemu mi nic nie powiedziałaś ? - zapytał cicho.
- A po co miałam mówić ? Tak to zrobiłam co niespodziankę.
- Uwielbiam te twoje niespodzianki. - zaśmiałam  się cicho.
- Dobrze chłopcy, jak na dzisiaj to już koniec treningu. Jutro jest na dziewiątą trzydzieści. Macie być wszyscy. - powiedział i rozeszliśmy się do siebie.
Wchodzę właśnie do domu i rozglądam się dookoła. Nikogo nie ma ? To dziwnie... Zawsze w domu był jej synuś... Hmm... Gdzie on jest ? Mam nadzieję, że nikt nie będzie dopytywał o nic...
Wchodzę właśnie do swojego pokoju, rzucam na biurko torebkę, a sama rzucam się na łóżko, zamierzam zasnąć, ale uniemożliwia mi to dzwonek mojego telefonu. Nie spoglądam na wyświetlacz, tylko go odbieram.
- Czego ? - rzucam oschle
- No koteczku, kotuniu... Misiaczku, misiuniu... 
- Wellinger, dobrze się czujesz ? - spytałam rozbawiona. Kto jak kto, ale Wellinger nigdy tak nie słodzi.
- Kwiatuszku... Poszła byś ze mną do jakiejś kawiarni, a potem na jakiś spacerek ? - powiedział tak jak mała dziewczynka.
- Tak słoneczko, pójdę. A co cię nagle tak nabrało na to słodzenie ?
- A tak jakoś myszko - nie wytrzymałam i się zaczęłam głośno śmiać, co niestety nie uszło uwadze Louisa, jego matki i mojego ojca wchodzących właśnie do domu. 
- Co tu się dzieje ? - zaczął wściekły Ojciec.
- Skarbie, muszę kończyć, zaraz wyjdę z domu - powiedziałam i się rozłączyłam. - Nic się nie dzieje, rozmawiałam jedynie przez telefon.- skierowałam się w jego stronę, przy czym wstałam i zabrałam telefon. Już zamierzałam wyjść z pokoju, ale ojciec mocno ścisnął mój nadgarstek.
- Ustaliliśmy waszą datę ślubu - powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Że co ? Kogo ślubu ?! 
- Twojego i Louisa 
- Ja się z nim żenić nie będę ! - krzyknęłam, po czym wybiegłam szybko z domu.
Biegłam w stronę parku, gdzie zawsze wybierałam się na spacery z Andreasem. Jak on mógł mi to zrobić ? Jestem przecież jego córką ! Nie wierzę... własny ojciec... Teraz zostałam sama, nie mam w nikim oparcia... No może poza Andreasem, z którym się bardzo przez ostatni czas zżyłam. Mówi się, że z przyjaźni do miłości... u mnie to się jak najbardziej sprawdza. Kocham go, wiem że naprawdę go kocham, ale nie wiem czy on czuję to samo...
Widzę go. Stoi przy dużej fontannie i obserwuje dzieci bawiące się na okolicznym placu zabaw. Biegnę do niego całą zapłakana. Wtuliłam się właśnie w jego ciepły tors, a on nie protestuje. Obejmuje mnie swoimi ramionami, głaszcze delikatnie moje włosy i całuje w skroń.






- Chodź do mnie do domu. Tam mi wszystko wyjaśnisz. - powiedział po czym oderwałam się od niego. Objął mnie ramieniem i udaliśmy się w drogę do jego domu.
Cały czas milczeliśmy. Mi w tej chwili było to najbardziej potrzebne, a on dobrze o tym wiedział. Wchodzimy w tej chwili do środka, a ja nie wytrzymuje i zaczynam znowu płakać, rzucając się w jego ciepłe, delikatne ramiona. Nie odepchnął mnie. Wręcz przeciwnie. Przytulił się mocniej, zaczął gładzić delikatnie moje włosy i pocałował mnie w skroń.
- Lerie... Ci się stało. - spytał biorąc moją głowę w swoje dłonie.
- On powiedział, że mam się ożenić z Louisem - powiedziałam ledwo słyszalne. - Ja tego nie chcę...
- Obiecuje ci, że ja do tego nie dopuszczę - szepnął mi do ucha, następnie wpijając swoje usta w moje... 






_________________________

CZYTACIE = KOMENTUJCIE = MOTYWUJECIE
Pozdrawiam :)
Buziaczki :*

piątek, 1 maja 2015

2. " Nigdy ! Nie w tym żywiole !"

Z dedykacją dla Ski Jumping my life, za to ,że po prostu jesteś ^_^
_________________________________________________


[...] idź wyp­rosto­wany wśród tych co na ko­lanach, wśród od­wróco­nych ple­cami i oba­lonych w proch, oca­lałeś nie po to aby żyć [...] Bądź wier­ny. Idź. 



                                      Valerie



Skończyłam zięcia, więc pora wracać do domu.
Wychodzę z budynku szkoły. Słońce święci, ptaki śpiewają, tylko szkoda że tak zimno. Połowa, a właściwie końcówka czerwca, a tu taka pogoda. Przekraczam bramę wyjściową, przekładam torbę przez ramię, wyjmuję z niej słuchawki i zaczynam słuchać muzyki. Chciałam odpłynąć do innego świata, który nie niesie mi problemów, zmartwień i samotności. Mam przyjaciółki, najlepsze na świecie, ale brakuje mi jednej osoby. Brakuje mi mojego ojca. Nigdy się nie cieszy z moich sukcesów, nigdy nie pociesza mnie gdy mi smutno, gdy mi źle. Jego najbardziej mi w życiu brakowało...
Idę spokojnie, aż zza moich pleców wyskakuje chłopak.
- Mari ? Co ty tu robisz ? - spytałam zaskoczona.
- Ja tak tylko przechodziłem, gdy tak na legalu sobie ciebie zauważyłem - uśmiechnął się.
- Stęskniłeś się już ? - uniosłam brwi ku górze.
- No... tak... - spuścił głowę w dół, udając zawstydzonego. - Nie widzieliśmy się już ponad dwa tygodnie ! - powiedział z wyrzutem, po czym cicho się zaśmiałam.
- A gdzie masz Welliego ? - chłopak zaśmiał się pod nosem.
- A tutaj jestem - usłyszałam cichy szept przy uchu. Odwróciłam się szybko, ale to nie była najlepsza decyzja. Uderzyłam przez przypadek chłopaka głową, po czym upadł na ziemę.
- Nic ci nie jest - uklęknęłam nieco przy nim. On jak gdyby nigdy nic, zaczął się śmiać.
- Nie, ale ta twoja przerażona mina - kolejny napad śmiechu.
- Jak masz zamiar mnie wyśmiewać, to ja już lepiej pójdę. - wstałam i podałam mu rękę, aby wstał.
- Nigdzie nie idziesz ! - krzyknął Mari.
- Czemu ? Ja chcę przynajmniej zanieść torbę do domu.
- No to pójdziemy z tobą, a potem pójdziemy tam gdzie zaplanowaliśmy. - zaproponował Kraus.
- Nie... Ja ... To nie najlepszy moment... - wyczuwalne było zawahanie w moim głosie, co nie uszło uwadze chłopaków.
- Lerie, co jest ? - zapytał Wellinger, kładąc dłoń na moim ramieniu. Nie chciałam się przed nim otwierać w tym momencie, nie byłam gotowa na mówienie o moim życiu.
- Ja nie chcę o tym mówić - powiedziałam oddalając się od nich, a kierując się w kierunku mojego ponurego domu.
- Przyjdź pod skocznię przed 18 ! - krzyknął starszy z Niemców.
- Pozdrów mamę ! - krzyknęłam z oddali.
Przez całą drogę zastanawiałam się, po co mam przyjść pod skocznię ? Cholera, co oni wymyślili ?
Weszłam do domu cicho, aby przypadkiem nie przeszkodzić ojcu w pracy przy dokumentach. Nagle usłyszałam czyjeś jęki. Weszłam do salonu, a tam mój ojciec z jego 'partnerką'. Ja rozumiem, że oni są razem, że chcą razem ten tego, no... współżyć, ale bez przesady ! W salonie ?!
Znają się chyba od niecałych dwóch tygodni, a zachowują się jak małżeństwo...  Bolało mnie to, że jednak znalazł sobie to zastępstwo za mamę, ale przecież mimo wszystko chciałam dla niego jak najlepiej, prawda ?
Dobra, przynajmniej nie przyprowadziła swojego synalka, który non-stop się do mnie przystawia.
Weszłam do pokoju, a na łóżku co ?! Torba jej synusia ! To są chyba żarty !
- No hej skarbie ! - krzyknął ktoś z drugiego końca pokoju.
- Nie mów tak do mnie ! Zrozumiałeś ?! - byłam tak wściekła ! - Tak wogólę to co ty tu robisz ?
- No, moja matka mówiła, że twój ojciec ma się z nią ożenić, a my się tu wprowadzamy. Cieszysz się słonko ? - podszedł do mnie bliżej.
- Ale do mojego pokoju ?!
- No twój ojciec powiedział, że to nas zbliży do siebie, że ty prędzej się we mnie zakochasz.
- No patologia w tej rodzinie ! - krzyknęłam. Chciałam zabrać telefon i zadzwonić do jednej z moich przyjaciółek, ale nigdzie nie mogłam znaleźć mojego telefonu. - No kuźwa ! Jeszcze tego brakowało !
Po chwili po domu rozszedł się dźwięk dzwonka do drzwi. Zbiegłam otworzyć.
Moim oczom ukazał się młody Wellinger. Ale co on tu robił ?
- Hej, przepraszam, ale to chyba twój telefon. - wskazał na urządzenie trzymane w jego ręce.
- Tak ! Dziękuję, dziękuję ,dziękuję, dziękuję... - rzuciłam się chłopakowi na szyję. - Oj, przepraszam... - zorientowałam się kogo właśnie przytuliłam.
- Nic się nie stało - uśmiechnął się - Przyjemnie jest w twoich ramionach. - podał mi urządzenie. Po chwili poczułam na swoich biodrach czyjeś ręce. Gdy zorientowałam się kogo one są, szybko je z siebie zrzuciłam.
- Nie dotykaj mnie - rzuciłam z odradzą.
- To jest twój chłopak ? - spytał Wellinger.
- Nigdy ! Nie w tym żywiole ! - krzyknęłam.
- A więc kto... - złapałam jego rękę.
- Proszę idź. Wszystko ci wyjaśnię później. - spojrzałam na chłopaka błagalnym wzrokiem.
- Dobrze. Pa - poczułam jego wargi na policzku. Odruchowo złapałam się za pocałowane miejsce i się delikatnie zarumieniłam. Chłopak się jedynie uśmiechnął i udał się w stronę czerwonego samochodu stojącego na krawężniku.
Zamknęłam drzwi i zaczęłam się sama do siebie uśmiechać pod nosem, nie zauważając nawet Louisa (tego jej syna) stojącego obok mnie. Nie wiedział.co powiedzieć, a mi to pasowało. Nie muszę słuchać przynajmniej tych jego bzdur.
- Valerie, mogę cię prosić do kuchni ?  - usłyszałam głos mojego ojca. Weszłam do kuchni, a przy stole siedzi mój ojciec ,razem z tą swoją Mirandą.
- Taaak ? - zawahałam się.
- Musimy porozmawiać - Zaczęła kobieta.
- No, ale o co chodzi ? - trochę się przestraszyłam.
- Chcemy, abyś znalazła sobie pracę i wprowadziła się z domu przed naszym ślubem - ślub ? Oni mają zamiar się żenić ?! Widać szybko się o tym dowiedziałam.
- Możecie się cieszyć, bo miałam taki zamiar. - odparłam z pogardą.
- Mam nadzieję, że dostaniesz jakąś pracę, ale ostrzegam cię co do chłopaków. Nie wiąż się ze skoczkami ! - zaczął ostrzegać mnie ojciec.
- Co ty się taki nagle troskliwy zrobiłeś ?! To że Gregor taki był, nie oznacza, że wszyscy tacy będą ! - krzyknęłam wściekła. - A tak dla jasności, kiedy ma być ten wasz ślub ?
- W styczniu albo grudniu, a jest dopiero końcówka czerwca, więc masz kilka miesięcy. Masz wakacje, wtedy możesz jej zacząć szukać, a potem pracujesz dwa, trzy miesiące, zarobisz trochę i wtedy się wyprowadzisz. - wtrąciła się ponownie kobieta.
- Czemu akurat twój synuś się nie wyprowadzi ? Ma dwadzieścia sześć lat, a ciągle mieszka z mamusią. - zaczęłam.
- Bo mieszka ! A jak ty jesteś taka mądra to ile ty masz lat ?! - rzuciła Miranda.
- Ja będę miała dopiero dwadzieścia lat we wrześniu.
Poszłam do pokoju, zabrałam torebkę, telefon i wyszłam z domu bo zbliżała się osiemnasta.
Dotarłam w wyznaczone miejsce i modliłam się, aby tylko nie trafić na Schlierenzauera. Zauważyłam chłopaka który szedł w moim kierunku, a ja założyłam szybko na głowę kaptur i spuśćłam ją w dół. Nagle poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Serce przyspieszyło bicie, ręce zaczęły się pocić, a nogi stawały się miękkie. Strasznie się bałam że to może być Austriak. Odwróciłam się i podniosłam głowę ku górze. Odetchnęłam z ulgą gdy zobaczyłam Wellingera.
- Przed kimś się ukrywasz ? - spytał nieco zaciekawiony.
- Nie... - zawahałam się znacząco.
- Czyli mogę ci zdjąć kaptur ? - powiedział łapiąc za kraniec kaptura, w celu jego ściągnięcia. Pokiwałam twierdząco głową, a chłopak go zdjął. To była zła decyzja, bo w tym samym momencie Austriak patrzył się w naszą stronę.

                                       Gregor
        
Stoję sobie z Michaelem i słucham jak ględzi coś o Anastazji, którą poznał wczoraj, a ona nie chcę z nim rozmawiać. Nagle dostrzegłem dziewczynę w kapturze. Wydaje mi się że skądś ją znam. W pewnej chwili podchodzi do niej Wellinger. Zdejmuje jej kaptur i spostrzegam długowłosą brunetkę. Odwraca się w moją stronę.
- Valerie - uderzyłem chłopaka łokciem w ramię.
- Ty znowu o niej... Zrozum chłopie że ona nie chcę cię znać ! - zaczął się denerwować.
- Nie ! Ona tam stoi z Wellingerem ! Z tym idiotycznym Niemcem ! - zacząłem wymachiwać rękami.
- Uspokój się ! - uderzył mnie w ramię.
Zacząłem iść w ich stronę...

                                     Valerie

Spostrzegłam sylwetkę brunetka zbliżającego się w naszą stronę. Spanikowana chwyciłam dłoń Andreasa, i pociągnęłam w przeciwną stronę.
- Andreas, chodźmy już - powiedziałam.
- Dobrze, ale ...
- Gdzie mamy iść ? - szybko zmieniłam temat.
- Na lodowisko obok skoczni - uśmiechnął się.
- Gdzie ?! Ja nie umiem jeździć na łyżwach ! - zaśmiał się.
- No właśnie o to chodzi - poprowadził mnie w stronę lodowiska. - Jaki masz numer buta ?
- 38... - powiedziałam z niechęcenia.
Weszliśmy do środka, Welli poszedł po łyżwy, a następnie udaliśmy się do szatni. Zostawiliśmy zbędne rzeczy, założyliśmy obuwie i poszliśmy w stronę lodu. Andi chwycił mnie za rękę i weszliśmy. Nie mogłam utrzymać równowagi, dlatego chłopak cały czas mnie trzymał. W pewnym momencie złapał mnie dłońmi w talii i zaczął mnie pchać przed siebie.
To było trochę romantyczne, gdy tak jeździliśmy razem trzymając się za ręce, albo jak trzymał mnie w talii. Nagle poczułam jak obraca mnie w swoją stronę. Spojrzałam w jego oczy i zobaczyłam w nich radość.
- Miałaś mi powiedzieć co to za chłopak - uśmiechnął się.
- A to może nie tu... - rozejrzałam się po hali i zorientowałam się że większość ludzi się patrzy w naszą stronę. No szczerze im się nie dziwię, no bo to przecież sławny skoczek, a do tego z jakąś dziewczyną ? Nie można tego przegapić....
- Masz rację.
- A ty mi powiedz gdzie jest Marinus - chłopak rozejrzał się po sali i chyba sam nie wiedział gdzie podziewa się starszy kolega.
- Sam nie wiem, miał tu być ... - spojrzał na duży, ścienny zegar wiszący na ścianie. - Godzinę temu - zaśmiał się pod nosem.
- Z czego się śmiejesz ? - zapytałam ciekawa.
- Nie widzisz tego, że on nas próbuje zeswatać ? - zaśmiał się głośniej.
- No może...
- Dobra to teraz idziemy na gorącą czekoladę i jakieś kalorie - objął mnie ramieniem.
- Kalorie ?
- No jakieś ciastko, albo lody ?
- Okej.
Poszliśmy do szatni, zmieniliśmy obuwie, zabraliśmy swoje rzeczy i oddaliśmy łyżwy.
Szliśmy chodnikiem, aż moim oczom ukazała się znajoma mi sylwetka, która zmierzała w naszą stronę.
- Valerie ! - krzyknęła dziewczyna podchodząc do nas.
- Oj, jak ja cię dawno nie wiedziałam - dziewczyna rzuciła mi się w ramiona. - A gdzie masz swojego kochasia ? - uśmiechnęłam się.
- Spadaj, przecież wiersz ze mnie zostawił, ale już jest blisko mojego związku z Poppingerem. - zaśmiała się cicho. - Ale ty mi chyba nie powiedziałaś, że ty masz swojego kochasia. - Ja ? Kochasia ? Aaaa... O Niemca jej chodzi kompletnie o nim zapomniałam.
- Valentina - podała rękę chłopakowi.
- Andreas - odwzajemnił gest.
- Siostra nic mi o tobie nie mówiła - powiedziała blondynka.
- Zaraz, zaraz. To wy jesteście siostrami ? - spytał zaskoczony. - Nic, nie jesteście do siebie podobne.
- Dobra, ja już muszę lecieć - oznajmiła Valentina - Jutro zadzwonię to mi powiesz co z tą twoją pracą i co się jeszcze dzieję nieciekawiego w domu. - spojrzałam momentalnie na chłopaka, który się spojrzał na mnie pytająco.
Dziewczyna pożegnała się i odeszła, a my ponownie zaczęliśmy iść w stronę kawiarni.
- Nieciekawego w domu ? - spytał po chwili ciszy.
- Mam spore problemy w domu. - spuściłam wzrok na chodnik.
---------~*~---------
Siedzieliśmy w kawiarni dobre dwie godziny, nieporuszajac tematu mojej rodziny, ani Louisa. Patrzyłam w te jego błękitne tęczówki, non-stop się nimi zachwycając. Był taki miły, taki uroczy, taki prawdziwy... Czułam się przy nim swobodnie i wiedziałam, że jeśli będę musiała poruszać z nim te tematy, będę na to gotowa, bo zaufałam mu.
- Więc... - zaczął - Powiesz mi co to był za chłopak ? Nie żebym był zazdrosny, albo coś... Ale mnie to bardzo zaciekawiło, tak jak i twoje problemy... - spojrzał w moje oczy poważnie.
- To może zacznę mówić o problemach rodzinnych, a wtedy się przekonasz co to za chłopak. - chłopak zmużył delikatnie oczy, a następnie przytaknął głową. Zaczęłam mu opowiadać odtąd, gdy moja zmarła, aż do dnia dzisiejszego.
Po mojej długiej wypowiedzi, chłopak podszedł do mnie i mnie mocno przytulił.
- Bardzo ci współczuję. Chciałbym ci jakoś pomóc, ale nie wiem jak. - wyszeptał mi do ucha.
- Andres, ja nie.potrzebuje pomocy... - powiedziałam odsuwając się od chłopaka. - Muszę już iść. Do zobaczenia ! - krzyknęłam i wyszłam z kawiarni, a następnie wróciłam do domu.



___________~*~____________
    
Hellow ^.^
Przepraszam za to u góry >_<
Nie jestem zbytnio zadowolona z tego rozdziału... Czegoś w nim brakuje... No niestety, pisałam je trzy razy, a i tak się nie udało -,-
No cóż, tak bywa, ale i tak zapraszam do komentowania.
POKAŻCIE MI ŻE KTOŚ CZYTA TEGO BLOGA ! POKAŻCIE ŻE MAM DLA KOGO TO PISAĆ !
PAMIĘTAJCIE !
CZYTACIE = KOMENTUJCIE= MOTYWUJECIE =) ^.^

piątek, 17 kwietnia 2015

1. "Valerie, ale mów mi Lerie"

     

                                                    
"Marzę o cof­nięciu cza­su. 
Chciałbym wrócić na pew­ne roz­sta­je dróg w swoim życiu, jeszcze raz przeczy­tać uważnie na­pisy na dro­gow­ska­zach i pójść w in­nym kierunku. "         


Valerie 



     Wchodzę do domu, jak zawsze po zakończeniu zajęć. W domu panuje bałagan, nakład, ciemność, a w powietrzu unosi się woń zaduchy. Nie mam matki która zajmowała by się domem, bo gdy miałam niespełna trzy lata zmarła. Mój ojciec popadł w depresję, interesuje go tylko jego biuro. Nie interesuje go ani dom, ani ja. Ja jestem tylko po to, aby od czasu do czasu uprzątnąć w domu lub wyjść ma jakieś małe zakupy. Popadł w trans, jego życie od śmierci matki polega na wyjściu do biura, siedzenie w nim osiem, dziewięć godzin, powrót, zjedzenie czegoś, sen i tak wszystko od nowa...
Powracając do rzeczywistości...
Udając się w stronę schodów na górę, obok mojej głowy przelatuje teczka. Gruba, przepełniona dokumentami teczka. "Pewnie mój ojciec znowu ma swoje humorki...". Pomyślałam i udając się do pokoju. Tam zalogowałam się na facebooka i zaczęłam przeglądać różne profile, różnych osób, aż natknęłam się na coś co mnie zainteresowało. "Poszukujemy fotografa i fizjoterapeuty do niemieckiej kadry narodowej w skokach narciarskich ! ".
To coś dla mnie ! Potrzebuje pracować w czymś normalnym żeby nabrać doświadczenia. Fotografia to moja pasja odkąd pamiętam, a to dobrze będzie wyglądać na świadectwie zakończenia szkoły. Jeszcze jak moja matka żyła, jeździłam z nią na różne konkursy i robiłam zdjęcia. Była ona fizjoterapeutką skoczków Niemieckich.
Postanowiłam że wyśle moje zgłoszenie i poczekam.
Dochodziła godzina dwudziesta. Umówiliśmy się dzisiaj z dziewczynami że pójdziemy do jakiegoś klubu, więc poszłam pod prysznic i zaczęłam się malować. Założyłam na siebie krótką jasnoniebieską sukienkę, czarne szpilki i do tego czarny płaszczyk. Otwierając drzwi prowadzące na zewnątrz, zastanawiałam się chwilkę czy poinformować o tym mojego tatę, no patrząc prawdzie w oczy w końcu nim był i powinien wiedzieć że wychodzę.
- Tato, idę z koleżankami do klubu ! - krzyknęłam spoglądając na pustą przestrzeń domu.
- Idź, co mnie to obchodzi ! - rozległ się jego ponury głos.
- Powinna cię chyba interesować twoja córka ! - krzyknęłam, wychodząc i zatrzaskując drzwi.
Jak on tak może ?! Przecież ja jestem i zawsze będę jej córką ! Nie mogę sobie tego wydarować.
Idę chodnikiem i każdy kto obok mnie przechodzi mieży mnie wzrokiem. Tak tylko zgaduję, że wyrobiłam sobie u nich opinie "Tania Dziwka". No trudno...
Wchodzę do klubu, zdejmuję płaszcz i wchodzę na salę gdzie wszyscy świetnie się bawią. W moje oczy rzuca się Amber, która swoją jaskrawą, zieloną sukienką rzucała się w oczy.



                                     Andreas




Wchodzimy do klubu całym teamem. Ludzie świetnie się bawią, woń alkoholu i papierosów unosi się w powietrzu. Nienawidzę tego zapachu, ale w którym klubie go nie ma ? No właśnie w każdym jest. Chłopaki poszli tańczy, a ja z Marinusem poszliśmy do stolika. Siedzimy, śmiejemy się, obczajamy dziewczyny, aż w pewnym momencie wzrok mojego przyjaciela przykuwa pewna dziewczyna.
- Ej, Mari ! Żyjesz ? - szturchnąłem chłopaka.
- Taaakkk... Zaraz wrócę - odszedł od stolika i zaginął w tłumie tańczących osób. Siedzę i się przyglądam wszystkim, by tylko namierzyć Krausa. Nigdzie go nie było... Aż po dziesięciu minutach podchodzi do mnie z jakąś śliczną, ciemnowłosą dziewczyną.
- Andreas, poznaj Valerie. - uśmiechnęła się i podała mi rękę.
- Andreas - odwzajemniłem uśmiech i podałem jej rękę.
- Valerie, ale mów mi Lerie.
Usiedliśmy przy stoliku i zapadła niezręczna cisza, którą ja przerwałem.
- Tooo...  Skąd się znacie ?
- Moja matka, przyjaźniła się z jej matką, puki... - zawiesił się Kraus.
- Puki co ? - spytałem zaciekawiony.
- Puki nie zmarła... - dokończyła dziewczyna ze smutkiem na twarzy.
- Przepraszam - powiedziałem zwracając się do dziewczyny.
- Dobra, nie przejmuj się - wymusiła fałszywy uśmiech.
- To, czym się teraz zajmujesz ? - zmienił szybko temat Marinus.
- Fotografią - odpowiedziała
- To może dołączysz do naszego sztabu ? Poszukują własne fotografa i fizjoterapeutę. - rzuciłem z uśmiechem.
- Nieeee... Nie jestem gotowa na taką pracę. Przepraszam muszę już iść bo dziewczyny czekają - uśmiechnęła się w wstała.
- Mieszkasz tam gdzie przedtem ? - spytał Marinus.
- Tak, jak chcesz możemy się spotkać... Jutro ?
- Będę o szesnastej. A Andreas też może ? - on coś kombinuje ? Tak, na pewno tak.
- Oczywiście. Pa - zniknęła w tłumie tańczących osób.
Siedzieliśmy tam do może trzeciej nad ranem. Nie wiem kiedy oni zdążyli się tak poopijać.



                                    Valerie



Budzę się rano z wielkim bólem nóg i głowy. Taniec ? Duuuuużo tańca... Alkohol ? Duuuuużo alkoholu... Chłopaki ? Taaakkk... Andreas... <3
Oczarował mnie tym swoim uśmiechem, tymi błękitnymi oczami i to pierwsze wrażenie zrobił na mnie genialne, ale nie dam się łatwo. Nie będę brneła w związek z kolejnym skoczkiem narciarskim. Już jeden mnie dość skrzywdził. Zaufałam mu, a on mnie zdradził...


-----------------~*~--------------------

Pierwszy rozdział dość krótki. Wiem miałam na napisanie go dwa tygodnie, ale niestety szkoła zepsuła moje plany na ten rozdział =( 
Ale i tak mam taką malutką nadzieję że wam się może spodoba =) 
Pozdrawiam i zapraszam na resztę moich blogów ;)
Buziaczki :* Do zobaczenia za dwa tygodnie :* 

piątek, 3 kwietnia 2015

Przedstawienie Postaci & Prolog

Postacie :

Była sobie Ona :
  ~ Valerie Mayer (Lerie) - Lat 20
Był sobie też On :
  ~ Andreas Wellinger - Lat 20
Oczywiście musiał być też On :
  ~ Gregor Schlierenzauer - Lat 25
Były też jej najlepsze przyjaciółki :
  ~ Amber Adams - Lat 20
  ~ Taylor Marano - Lat 20
A w tle byli oni :
  ~ Julita Mayer (matka)
  ~ Nick Mayer (ojciec)
  ~ Valentina Mayer (siostra) - Lat 22
Byli też jego przyjaciele i wiele innych osób.

Prolog

Życie jest jak teatr. Ludzie odgrywają swoje rolę napisane przez jakiegoś scenarzystę. Kim jest ten scenarzysta? My sami. Każdy z nas piszę swoją historię. Czasami jakiś inny pisarz doda coś od siebie, ale końcowy wynik należy do głównego scenarzysty w tym wypadku do nas. Każdy jest jednocześnie scenarzystą, aktorem, a także reżyserem, odegranie tej sztuki jest tak bardzo trudne do zrealizowania. Choć może nie jest trudno jej zrealizować. Trudno jest zrealizować ją dobrze. Nikt z nas się nie poddaje tak łatwo. Każdy dąży do perfekcji, chcemy być idealni. Nikt nie jest idealny, ale każdy tego pragnie. Dążymy do perfekcji w przyjaźni i miłości. Mamy swoje wyznaczone cele, swoje marzenia, swoje nadzieję na spotkanie swojej miłości, prawdziwej miłości. Czasem jest trudno, a czasem łatwiej, ale nigdy się nie możemy poddawać.
Taką motywację do życia ma Valerie, która walczy aż osiągnie swój cel.

********
Hej, hej, hej ! Mój pierwszy post na nowym blogu ^_^ Mam nadzieję że opowiadanie wam się spodoba i zapraszam już do pierwszych rozdziałów :*
Pozdrawiam :* Buziaczki :*